niedziela, 22 lutego 2015
sobota, 8 lutego 2014
Droga na którą wchodzi chrześcijanin, także ikonopisarz nie jest łatwa, nie jest drogą, na której Bóg zapewni mu powodzenie i sukcesy. Wejście w powołanie ikonopisarza to oddanie się w ręce Boga tajemniczego, któryjest dobry, chce dla ciebie czegoś lepszego, lecz nie na Twój sposób. (...)
Kościół nie poświęcił tyle troski, uwagi, dokumentów co sztuce ikon. Jednocześnie żadnym innych twórców sztuki, Kościół nie otaczał taką uwagą, nie wiązał taką ascezą, nie stawiał takich wymagań związanych z wiarą i moralnością, jak tworców ikon. Wszystko to miało na celu zachowanie prawdy przekazu wiary, które w malarstwie ikonowym stało się normą nadrzędną."
Studium Ikony, Janina Różycka-Klejnowska; ks. Dariusz Klejnowski-Różycki
sobota, 7 grudnia 2013
sobota, 23 listopada 2013
piątek, 6 września 2013
w ciszy...
piątek, 22 marca 2013
niedziela, 5 czerwca 2011
sobota, 23 kwietnia 2011
ma tylko nasze ręce
by czynić Swoje dzieła.
Chrystus.. nie ma już nóg.,
ma tylko nasze nogi
aby iść dzisiaj do ludzi.
Chrystus.. nie ma już głosu,
ma tylko nasz głos
aby mówić dzisiaj o Sobie.
Chrystus nie ma już sił,
ma tylko nasze siły,
by prowadzić ludzi do Siebie.
Chrystus.. nie ma już Ewangelii,
którą oni by jeszcze czytali.
Lecz to co mówimy i czynimy,
jest Ewangelią, która właśnie się pisze.
poniedziałek, 6 grudnia 2010
Szkoła Modlitwy
Czasem Bóg naprawdę odbiera łaskę modlitwy i wtedy człowiek jest jakiś strasznie biedny. Pragnie poświęcić się Bogu i widzi, że nie potrafi się modlić. Wówczas trzeba zrozumieć, że jeśli kogoś kochamy, to nie tylko dlatego, że ta miłość sprawia nam przyjemność. (...)
Jeśli modlitwa nam nie wychodzi, jeśli nie mamy radości, to wtedy odmawiamy brewiarz w duchu ofiary. Już przed Bogiem nie tańczymy, tylko kulejemy, dźwigamy jakiś kamień, z którego się potem Kościół buduje. Ale taka modlitwa na pewno jest milsza Bogu, gdyż jest modlitwą naszego trudu, naszego cierpienia."
piątek, 26 listopada 2010
Szkoła Modlitwy
Temat szeroki i bogaty, ale też trudny. Zastanawiam się i rozmyślam od czego tu zacząć i jestem przerażona jak ja świecki laik grzesznik pierwszorzędny, któremu modlitwa najczęściej idzie marnie, mogę pisać o modlitwie, a w dodatku uczyć, jak na szkołę przystało.
Poddać się nie chcę i przyjmę to jako zadanie, bo skoro uczyć nie wypada nic nie umiejąc, zacznę od siebie.
Choć będzie trudno...
Proszę więc moi drodzy o wsparcie
Jakie macie doświadczenie i przygody z modlitwą? Może znacie mądrzejszych od nas Doktorów Kościoła którzy o tym pisali?
poniedziałek, 6 września 2010
Dziękuję za Twoje miłosierdzie! :)
czwartek, 18 marca 2010

POMÓŻ NIKOLI !!!
"Mam na imię Nikola. Urodziłam się 16 miesięcy temu. Kiedy przyszłam na świat miałam niedowagę i niewielkie szanse an przeżycie. Ponadto wykryto u mnie wadę genetyczną, wadę słuchu, wzroku oraz problemy neurologiczne. Mimo tych wszystkich przeciwieństw losu nie poddałam się i przeżyłam.Wychowuje i utrzymuje mnie tylko mama. Ze strony taty nie otrzymuję żadnego wsparcia. Moja mama bardzo się stara, by zapewnić mi prawidłowy rozwój. Niestety, nie na wszystko starcza jej pieniążków, bo leki i rehabilitacja są bardzo drogie. Najbardziej jednak konieczna jest operacja mojego oczka, która jest bardzo kosztowna i może odbyć się tylko w Katowicach. Bez tej operacji mogę stracić wzrok.Wraz z moją mamą Agatą zwracamy się do wszystkich ludzi dobrej woli o pomoc finansową. Zebrane środki zostaną przeznaczone na operacje oraz dalszą rehabilitację.Jesteśmy bardzo wdzięczne za każdy gest pomocy.Bardzo dziękujemy!!!"
Jeśli chcesz pomóc Nikoli i jej mamie możesz przekazać darowiznę na subkonto:Nr konta 31 1240 2539 1111 0010 2766 2547
Przez:Fundacja Jaś i Małgosia
http://www.jasmalgosia.pl/fundacja/fund.html
czwartek, 14 stycznia 2010
Prośba od Anity i Szczepana:
Świat zawalił nam się na głowę, chociaż staramy się trzymać, bo oprócz Zosi mamy jeszcze 6-letniego synka Krzysia. Dziś wiemy, że obecnie medycyna nie może uleczyć naszej córeczki. Jedyna terapia (w fazie badań klinicznych) leczy skutki (zmniejsza istniejące guzy), ale warunkiem zakwalifikowania się do badań jest to, by guz w główce Zosi powiększył się do wiosny... Myślę, że rodzice, którzy mają dzieci, rozumieją dramatyzm tych słów i naszą wobec nich bezradność i ból.
Naszą jedyną nadzieję pokładamy w Bogu. Jeśli dziś jesteśmy w stanie żyć w miarę normalnie, to tylko dlatego, że ufamy Mu tak mocno, jak tylko jesteśmy w stanie. To nie jest oczywiście żadne "lekarstwo przeciwbólowe", bo trudno oddać w słowach to, co przeżywamy każdego dnia: strach o przyszłość, pytania: ile czasu nam pozostało, jak będzie rozwijać się Zosia i czy nie będzie cierpieć, czy udźwigniemy to wszystko za miesiąc, rok, pięć lat... Kiedy drżą mi ręce albo czuję, że się zaraz rozpłaczę, chwytam różaniec, chyba najlepsze koło ratunkowe przed rozpaczą. Kiedy łamie mnie strach staram się pamiętać o tym, że Zosia nie jest moja - tylko Boga - i wyłącznie w Jego rękach jest całkowicie szczęśliwa, zatem to On sam wie najlepiej, jak ma jej życie wyglądać. U nas nasza córeczka jest tylko gościem, najdroższym nam - tak jak Krzyś - ale gościem. Gościem, o którego dbamy jak tylko jesteśmy w stanie, ale który nie należy do nas.
Od początku czuliśmy oboje, że trzeba się modlić i prosić o tę modlitwę innych. Prosić o modlitwę Was, którzy czytacie tę wiadomość, bo dostaliście ją od ludzi, którzy pomyśleli, że możecie modlić się razem z nami o zdrowie dla Zosi.
Dlatego też, chociaż długo wahałam się, czy wykorzystać tę drogę, którą rozsyła się tysiące maili-łańcuszków, dziś piszę w imieniu całej naszej rodziny prosząc wyłącznie o jedno: o modlitwę za Zosię. Modlimy się i prosimy o modlitwę o uzdrowienie Zosi wierząc, że Jezus jest najlepszym Lekarzem. Modlimy się i prosimy o modlitwę w intencji wszystkich rodziców, których dzieci są ciężko chore - wierzcie mi, nie macie słów, by nas pocieszyć. Tylko Bóg może wejść w nasze życie i przeniknąć je Swoją Mocą i Miłością, a także pomóc nam w rozeznawaniu Swojej Woli, także tej, którą przyjmuje się długo i na kolanach (czasem z bezsilności). Modlimy się i prosimy o modlitwę za tych, którzy prowadzą badania naukowe w celu odkrycia leków na choroby genetyczne oraz o przemianę egoistycznego myślenia koncernów farmaceutycznych, którym "nie opłaca się" inwestować w drogie badania nad lekami dla zbyt małej liczby potencjalnych pacjentów.. Modlimy się i prosimy o modlitwę za lekarzy, z którymi często musimy się spotykać, by widzieli w nas i w dzieciach chorych ludzi, a nie jednostki chorobowe lub ciekawostki medyczne.
Jeśli możecie i chcecie - pomódlcie się z nami w tych intencjach, bo wierzymy w moc wspólnej modlitwy. Nie wiemy, czy wolą Boga jest, by Zosia wyzdrowiała, ale zostawiamy Mu pełną wolność decydowania o jej losie - to On jest jej Stwórcą. Chcemy jednak - pamiętając o słowach "Bądź Wola Twoja" - prosić jak natrętna wdowa sędziego, jak uparty przyjaciel w nocy, zgodnie z obietnicą Jezusa - "Proście, a będzie Wam dane".
Gdybyście chcieli nam powiedzieć, że modlicie się razem z nami, możecie pisać na adres, ktory zalozylismy Zosi: zofiasg@gmail.com. Postaramy się chociaż krótko odpowiedzieć na każdą wiadomość.
Prosimy - przekażcie naszą prośbę o modlitwę dalej, do tych, którzy być może będą chcieli modlić się razem z nami. Możecie przetłumaczyć ten mail i wysłać tam, gdzie znajdzie się ktoś, kto pomodli się razem z nami. Wierzymy, że wytrwała modlitwa daje siłę nie tylko tym, za których jest wznoszona, ale i tym, którzy się modlą. Wierzymy, że może przemieniać i rzeczywistość choroby, i rzeczywistość ludzkich serc.
Może to ludzkie (i pewnie bardzo kobiece) myślenie, ale na końcu załączam małe zdjęcia naszej Zosi, bo pomyślałam, że łatwiej jest modlić się w intencji kogoś, kogo można sobie wyobrazić, a nie tylko za osobę anonimową [zdjęcie niestety do mnie również nie dotarło, więc przesyłam kopię bez załącznika]
Za każdą modlitwę z serca dziękujemy,
obiecując również naszą modlitewną wdzięczność...
Anita i Szczepan, rodzice Zosi


